czwartek, 23 sierpnia 2018

Ślubne DIY - rustykalne pudełko na obrączki

Z jednej strony pudełko na obrączki to zbędny gadżet, bez którego da się przeżyć. Jednak ja bardzo chciałam zadbać o każdy szczegół mojego ślubu i wesela, a dekoracje były dla mnie niezwykle istotne. Poszperałam nieco w internecie i okazało się, że takie niby nic jak właśnie pudełko na obrączki potrafi kosztować na prawdę sporo, wg mnie wręcz stanowczo za dużo (te wpisujące się w mój gust wychodziły nawet po 90zł!). Uznałam więc, że dobrze było by wykonać taki gadżet samemu i od razu podreptałam do Empiku :)


Od zawsze wiedziałam, że w tym sklepie jest mnóstwo ciekawych i inspirujących rzeczy, ale dopiero, gdy sama ich potrzebowałam i zagłębiłam się w temat to szczena opadła mi do samej ziemi! Tam jest dosłownie wszystko, czego dusza zapragnie i o dziwo ceny okazały się niezwykle przystępne :) Skusiłam się więc na pudełko do decoupage z zaokrąglonym wieczkiem i magnesikiem, które mocno łączy je z podstawą. Koszt 7 zł! Tutaj - klik klik - możecie zobaczyć inne wzory pudełek, jednak stacjonarnie jest ich duuużo więcej. Do tego zakupiłam tubkę białej farby (9 zł, niestety nie pamiętam nazwy, a na fotce nie uchwyciłam) i najzwyklejszy pędzelek (bodajże 4 zł).


Pierwszym etapem było malowanie. Ja zdecydowałam, że pokryję pudełeczko cienką warstwą, aby delikatnie prześwitywał jego naturalny kolor. Po wyschnięciu okazało się, że nie wygląda to najlepiej, więc położyłam warstwę kolejną, co zdecydowanie dało lepsze efekty.


W zakupach ślubnych równie pomocne okazało się Allegro, zdecydowanie największą część ozdób kupiłam właśnie tam :) Paczkę małych drewnianych serduszek (sztuk 100) dorwałam za całe 4zł (klik do aukcji) i uwierzcie, że wykorzystałam je w wielu projektach DIY, o których wkrótce napiszę. Jak widzicie 2 z nich przykleiłam na wierzch, a 2 pod wieczkiem. Kamień mchu (dostępny w zestawie na ww portalu - klik klik) został odpowiednio przycięty i dopasowany do wielkości pudełka (wszedł a wcisk, nie był przyklejany), a następnie przyozdobiłam go kolejnymi 2 serduszkami, których zadaniem było utrzymać w miejscu nasze obrączki :)


Koronką (klik do aukcji) ozdobiłam tylko jeden róg pudełka, ponieważ mimo wszystko chciałam, aby pozostało ono minimalistyczne. Jeśli chodzi o napis to zdecydowałam się jedynie na "Mąż" i "Żona" bez zbędnych sentencji, inicjałów itp. Zakupiłam je tutaj - klik klik. Warto dodać, że musicie dobrze sprawdzać wymiary takich napisów, aby zmieściły się do Waszego pudełeczka (ja np. zagapiłam się z datą ślubu, która przyszła stanowczo za wielka, ale wykorzystałam ją gdzie indziej :)). Wszystko kleiłam na najzwyklejszy klej Magic, który okazał się niezawodny <3


Bez wątpienia największą i najważniejszą ozdobę pudełeczka stanowiły Nasze obrączki...  A w dłoniach 9-letniego chłopca, który niósł je do ołtarza obraz ten nabrał jeszcze więcej uroku!


Całość moim zdaniem wyglądała super! Jak na taki koszt, szybki czas pracy i moje niezbyt duże zdolności to muszę przyznać, że jestem z siebie naprawdę zadowolona :)


Obecnie pudełeczko zdobi naszą półkę i jeśli zdejmujemy obrączki (co zdarza się niezwykle rzadko, ale jednak czasem) to kładziemy je właśnie do niego. Uważam, że taka pamiątka bardzo cieszy oko i powoduje powrót miłych wspomnień :) W zasadzie o tym jak zachować pewne ślubne gadżety i zrobić z nich pamiątkowe ozdoby też muszę kiedyś napisać osobny post :)


A jeśli lubicie styl drewniano-rustykalny, ale nie macie ochoty ani bawić się w samodzielne ozdabianie pudełek, ani w kupowanie ich za miliony monet to polecam szybko wybrać się do sklepu KIK - obecnie znajdują się tam cuda z powyższego zdjęcia i to za 10 - 15 zł ! 


Pozdrawiam,
Ewa.

poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Wielki powrót !!!

Witajcie po długiej przerwie. Czas płynął szybko, a zmian dużo, ale wracam ze zdwojoną energią i siłą. Od tej pory blog zmienia nazwę na www.kobiecareka.pl, a co za tym idzie - poszerzy się również jego tematyka. Kwestią równie ważną do zaznaczenia jest to, iż nie będę prowadzić go sama! Tak, tak dobrze słyszycie, mam wspólniczkę ;) Moja mama jest bardzo inspirującą osobą, więc zachęciłam ją do naszej blogowej współpracy. Myślę, że jej pomysły i posty przypadną Wam do gustu :) Ale nie przedłużając opiszę po krótce jakiej tematyki możecie spodziewać się w najbliższych tygodniach...

Moja miłość do kosmetyków trwa nieustannie, więc i te posty nadal będą się regularnie pojawiać, ale żeby nie było zbyt monotematycznie to poruszymy również kwestie tj.:

> Podróże


Posty o tej tematyce będą bez wątpienia konikiem mojej mamy (Ani), która kocha zwiedzać Świat, a jego francuską (konkretnej paryską) część ma w małym palcu. Na pewno sama Wam o tym opowie nieco więcej, a ja nakreślę tylko tyle, że obecnie organizuje wycieczki po stolicy Francji i pisze swój własny przewodnik :) Czekajcie na dawkę podróżniczej inspiracji z jej strony!

> Książki


Oby dwie uwielbiamy czytać, choć mnie wychodzi to dużo gorzej ;) Ja lubuję się w poradnikach, mama w książkach oczywiście podróżniczych. Mam nadzieję, że seria krótkich recenzji na naszym blogu przypadnie Wam do gustu.

> Domowa organizacja


Domowo-sprzątaniowo-organizacyjne sprawy to moja wielka miłość! Co rusz coś przekładam, układam i organizuję. Pragnę więc dzielić się z Wami moimi patentami, a także metamorfozami "przed i po", które na prawdę mocno inspirują i zachęcają do działania :) Powiem Wam, że wraz z mamą mamy w najbliższym czasie plan organizacji pomieszczenia po pomieszczeniu w oby dwu domach! To będzie duże wyzwanie i dużo zmian, w których mam nadzieje, że Nam potowarzyszycie!

> Ślub / DIY


Długo trzymałam to w tajemnicy, ale tak - w tym roku wyszłam za mąż. Minęły już prawie 3 miesiące, a ja nadal odtwarzam w pamięci ten dzień i mocno go przeżywam :) Nasz ślub był w stylu rustykalnym i wraz z mamą oraz innymi pomocnikami stworzyliśmy mnóstwo dekoracji DIY, które zrobiły ogromne wrażenie na gościach. Na grupie ślubnej dostawałam ogrom pytań o to, co i jak zostało zrobione, więc uznałam, że osobne posty o tej tematyce okażą się dla przyszłych Panien młodych bardzo przydatne :) 




A już w najbliższych postach na Kobiecej ręce...



Pozdrawiam,
Ewa (pod czujnym okiem Ani ;))

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Bielenda, hialuronowa wolumetria nici 3D, serum ant-age

Firmę Bielenda kocham nie od dziś i z miłą chęcią testuję kolejne produkty z jej asortymentu. Serum, o którym będzie dzisiaj mowa dorwałam zupełnym przypadkiem w maju na promocji w Rossmannie i podarowałam je mojej mamie. Kosmetyk na tyle ją zachwycił, że ja i zapragnęłam przetestować go na własnej skórze. Zapraszam do zapoznania się z moją recenzją :)


Kosmetyk przyciąga wzrok dzięki nietypowej konsystencji zielonkawych perełek. Buteleczka jest zgrabna, poręczna, dobrze wykonana oraz co najważniejsze - wyposażona w świetną i łatwą w obsłudze pompkę. Pojemność produktu to 30ml i dostaniecie go w Rossmannie za około 30 zł.


SKŁADNIKI AKTYWNE
W składzie kosmetyku znajdziemy między innymi:
> pantenol, który działa łagodząco i nawilżająco,
> ekstrakt z kawioru, który regeneruje, wygładza, pobudza syntezę kolagenu,
> witaminę E, która nawilża, odżywia, ochrania i jest świetnym antyoksydantem,
> hydrolizowaną keratynę, która nawilża i uelastycznia,
> witaminę A, która działa antyoksydacyjnie, stymuluje kolagen i elastynę oraz zwiększa gęstość skóry, 
> ekstrakt z kwiatu wiciokrzewu, który wygładza, napina i działa bakteriobójczo.

Przy okazji tego postu chciałabym także nieco bardziej otworzyć oczy osobom, które uważają, że kosmetyki z napisem "przeciwzmarszczkowy", "40+", "50+", "do cery dojrzałej" nie powinny być stosowane przez osoby młode w kole 20 lat. Otóż tego typu produkty nikomu nie zrobią krzywdy, a zwykle posiadają w swoim składzie więcej składników aktywnych niż nawilżacze dla nastolatek i 20+. Warto czytać składy i obserwować swoją skórę - co lubi, na co reaguje dobrze. Jeśli masz 23 lata, a Twojej skórze służy serum 40+ to go używaj! Pamiętajmy, że zmarszczkom trzeba zapobiegać, bo jak już się pojawią to nie będzie tak łatwo się ich pozbyć, a jak każda z nas wie - nie da się ich usunąć w 100% i w pewnym wieku nawet medycyna estetyczna nie pomoże...


Kosmetyk ma niesamowicie przyjemną, aksamitną konsystencję, która z łatwością sunie po skórze. Serum wchłania się w trybie natychmiastowym nie pozostawiając żadnego filmu. Nadaje się ono pod makijaż i absolutnie nie wpływa negatywnie na jego trwałość oraz jakość. Warto również dodać, że produkt jest dość dobrze wydajny, ale jednak nieco mniej niż tradycyjne sera. Myślę, że ma na to wpływ forma perełek, między którymi pozostaje dużo wolnej przestrzeni i po "zmieleniu" wychodzi mniej płynu niż w standardowych serach.


DZIAŁANIE
Podczas stosowania serum zauważyłam na swojej skórze kilka istotnych zmian. Abym nie była gołosłowna to zaznaczam, że produkt testowała także moja ponad 20 lat starsza mama i u niej również efekty są widoczne. Co zauważyłyśmy:
> poprawa nawilżenia skóry,
> lepsze napięcie skóry (głównie policzki),
> wygładzenie,
> rozświetlenie.

Ani mnie, ani mamy serum nie uczuliło, ani nie zapchało. Myślę, że oby dwie musimy przyjrzeć się pozostałym kosmetykom z serii nici 3D :)

Pozdrawiam,
Ewu ;)

czwartek, 30 listopada 2017

Ziaja, multimodeling, ujędrniające masło do ciała (brzuch, nogi, pośladki)

Od zawsze byłam szczupła i nie miałam problemów ze skórą na moim ciele. Niestety po 20stce cellulit wodny zdominował moje uda i pośladki, więc trzeba było zacząć działać. Ćwiczenia faktycznie pomagają, ale umówmy się - nie jestem typem sportowca i zmuszenie się do jakiejkolwiek aktywności fizycznej przychodzi mi z trudem. Szukałam więc godnego wspomagacza mojej walki z cellulitem, czyli czegoś, czego mogę używać codziennie i co podtrzyma efekt ładnej, napiętej skóry nawet wtedy, gdy nie ćwiczę regularnie.


Ziaja, multimodeling, ujędrniające masło do ciała
Kosmetyki firmy Ziaja są dobrze dostępne oraz mają przystępne ceny, więc każdy z Nas może sobie na nie pozwolić. Bohater dzisiejszego posta zamknięty jest w 200ml opakowaniu o prostej szacie graficznej. Dzięki takiej formie opakowania produkt można zużyć do ostatniej kropli, a zarazem dokładnie widać, ile nam go pozostało. Kosmetyk możecie dostać na E-Ziaja.com - dokładnie tutaj (klik klik) za całe 17,26 zł. Zapach masła jest iście cytrusowy, ale nie utrzymuje się na ciele zbyt długo. Za plus uważam szybkie wchłanianie oraz przyjemną konsystencję.


SKŁAD I DZIAŁANIE
W składzie produktu Ziaja multimodeling znajdziemy między innymi:
> olej palmowy, który nawilża, zapobiega starzeniu, zmiękcza oraz wygładza skórę,
> masło shea, które silnie wiąże wodę w naskórku, zmiękcza i wygładza,
> cantella asiatica, która pobudza syntezę kolagenu, zapobiega rozstępom, pomaga w likwidacji cellulitu, 
> wyciąg z morszczynu pęcherzykowatego, który wiąże wodę, rewitalizuję, odżywia, ujędrnia, uelastycznia, spala tłuszcz, uelastycznia, poprawia mikrokrążenie,
> ekstrakt z bluszczu pospolitego, który przyspiesza redukcję tkanki tłuszczowej, pobudza krążenie krwi, wspomaga usuwanie toksyn z tkanki skórnej oraz wspomaga przenikanie innych składników przez skórę,
> wyciąg ze skórki gorzkiej pomarańczy, który przyczynia się do rozpadu i spalania tłuszczu, 
> wyciąg z rozmarynu, który ujędrnia skórę, pobudza krążenie, 
> karnitynę, która wspomaga spalanie tłuszczu,
> kofeinę, która ma działanie drenujące, pobudza krążenie, wspomaga spalanie tkanki tłuszczowej, zmniejsza obrzęki, 
> wyciąg z ananasa, który hydrolizuje białka i stymuluje kolagen I oraz III,
> koenzym A (wit. B5), który pobudza krążenie, wspomaga wnikanie wgłąb skóry innym składnikom aktywnym,
> glaucynę, która zapewnia drenaż oraz ujędrnienie skóry,
> olej z nasion słonecznika, który łagodzi oraz ma działanie przeciwrodnikowe,
> ekstrakt z kawy, który działa antycellulitowo, zwalcza wolne rodniki, 
> witaminę E, która nawilża, wzmacnia i ochrania skórę.

Czy Wy także jesteście w szoku, że wszystkie wyżej wymienione substancje są zawarte w kosmetyku za niecałe 20 zł? Mi opadła szczęka, kiedy analizowałam skład tego cuda. No, ale właśnie - jak to wszystko przekłada się na działanie masła ujędrniającego Ziaja?

Przede wszystkim produkt szybko się wchłania, więc z powodzeniem możecie go używać po porannym treningu. Ponad to zauważyłam napięcie mojej skóry na udach oraz pośladkach (choć tu trochę mniej) oraz poprawienie jej nawilżenia. Cellulit faktycznie się zmniejszył, a skóra wygładziła. Nie mniej jednak muszę dodać, że kluczem do sukcesu jest długie i regularne stosowanie produktu oraz wspomaganie jego działania ćwiczeniami oraz dietą. Ja ćwiczę dość nieregularnie, ale to zawsze coś. Taki kosmetyk na pewno nie sprawdzi się u osób, które nie wykazują żadnej aktywności fizycznej i oczekują, że masło za 17 zł usunie cellulit. U siebie nie zauważyłam spalenia tkanki tłuszczowej, ale też nie o to mi chodziło :) Najważniejsze, że ujędrnienie jest widoczne, a cellulit wyraźnie mniejszy.  

Dodam jeszcze, że podczas stosowania produktu Ziaja wykonywałam zawsze ćwiczenia Ewy Chodakowskiej. Planem było 3 dni ćwiczeń 2 dni przerwy, ale tak jak wspomniałam na samym początku - nie zawsze trzymam się tego harmonogramu w 100%. 

Ziaja multimodeling poleciłam już wszystkim bliskim mi osobom i polecam także Wam! Za tak przystępną cenę naprawdę warto spróbować, tym bardziej, że skład przedstawia się tu dużo lepiej niż w niejednym droższym kosmetyku do zadań specjalnych.

Produkt testowałam dzięki współpracy ze sklepem E-Ziaja.com. Fakt ten nie wpłynął na moją opinię.



Pozdrawiam,
Ewu ;)

czwartek, 23 listopada 2017

Organic Shop, maska do włosów z awokado i miodem

Na punkcie pielęgnacji swoich włosów od zawsze mam "fizia". Moje pasma są bardzo długie (już od kilku dobrych lat) oraz regularnie rozjaśniane metodą baleyage lub ombre. Mimo to dostaję mnóstwo komplementów na temat tego jak dobrze wyglądają, jak ładnie lśnią i jak miłe są w dotyku. Jest to na pewno zasługa dobrych genów, ponieważ moja mama też ma piękne, lejące i gładkie włosy, ale eksperymentowała z nimi dużo mniej niż ja. Osobiście uważam, że odpowiednio dobrane produkty (niekoniecznie tylko te z wysokiej półki cenowej) i regularność w ich stosowaniu są kluczem do sukcesu! Oczywiście muszę także zaznaczyć, że regularnie korzystam z zabiegów odżywczych u fryzjera oraz co 2-3 miesiące podcinam końcówki. Ale o tym dokładniej opowiem Wam w poście na temat całkowitej pielęgnacji włosów :) Dzisiaj zapraszam Was na recenzję niepozornej maski, która na prawdę przypadła mi do gustu!


Organic Shop, ekspresowa maska do włosów z awokado i miodem
Produkt zamknięty jest w plastikowym opakowaniu o pojemności 250 ml. Prosta szata graficzna baaaardzo przykuwa moją uwagę i wpisuje się w moje gusta :) Za ogromny minus uważam brak folii lub dodatkowego cienkiego wieczka zabezpieczającego. Na opakowaniu widzicie czarną nakrętkę (działającą na "wcisk") i jest to jedyne zamknięcie maski, więc uważajcie przy pierwszym otwieraniu, aby nie pobrudzić wszystkiego dookoła i nie zmarnować kosmetyku :) Produkt delikatnie, lecz przyjemnie pachnie, a jego konsystencja jest treściwa i aksamitna w dotyku.


SKŁAD I DZIAŁANIE 
W składzie produktu Organic Shop znajdziemy między innymi:
> olej kokosowy, który działa regenerująco, odżywczo oraz ochrania i nabłyszcza, 
> olej z awokado, który natłuszcza, nawilża, wygładza i regeneruje,
> proteiny pszeniczne, 
> witaminę E. 

Jeżeli chodzi o działanie maski to ja przede wszystkim zauważyłam:
> wygładzenie,
> dociążenie (nie mylić  z obciążeniem),
> nawilżenie,
> nabłyszczenie,
> zmniejszenie elektryzowania.

Produkt stosowałam zwykle po umyciu włosów i trzymałam go na włosach około 2-3 minut lub nieco dłużej pod czepkiem - do 30 minut. Nie widziałam większej różnicy, więc wersja skrócona była dla mnie lepsza i wygodniejsza. Kosmetyk używa się bardzo przyjemnie, ponieważ dzięki dość treściwej konsystencji nie spływa on z włosów. Zapach niestety nie utrzymuje się zbyt długo, ale mi to nie przeszkadza, ponieważ i tak używam odżywek bez spłukiwania. Wydajność również oceniam na duży plus! Nic tylko chwalić :)

Nie zauważyłam żadnych skutków niepożądanych takich jak łupież, podrażnienie, czy przyśpieszone przetłuszczanie pasm.

Kosmetyk dostaniecie w wielu drogeriach internetowych za śmieszną cenę od 6,50 do 10 zł.

Pozdrawiam,
Ewu ;)